Piankowe godziny

Mam taką nadzieję, 

nadzieję na oczy. 

Na oczy szeroko otwarte 

wśród nocy. 

Zbudzonych przyjaciół 

widzących swe Serca, 

subtelne rozbłyski, 

jaśniejące wnętrza. 

Rewolta pokoju 

z wyniku rozumu. 

Gorączkowa miłość 

bez barier wśród tłumu. 

Marzy mi się światło 

u chłopców i dziewczyn. 

Fala zrozumienia 

i dotyk, co wdzięczny. 

Dźwięk jeden krótki, 

co zrodził historię. 

I blask jeden zwykły, 

co zakopał wojnę. 

Myśli rozciągnięte, 

piankowe godziny. 

Chciałbym widzieć światło, 

u chłopca, dziewczyny. 

Czas jakby stanął, 

zaczęli od nowa. 

Już nie jestem sobą, 

i inna ma mowa. 

Zacznijmy od nowa, 

umarło me ego. 

Poznanie bez barier, 

i majestat Jego. 

Pokaż mi, że wszędzie 

i nigdzie przebywam. 

Wróćmy na herbatę, 

co inna już, żywa. 

Mienią się kolory, 

struktury pociągłe. 

Jak maźnięcia pędzla 

i kształty jej obłe. 

I raz już tak było, 

w latach sześćdziesiątych. 

Niech błądzenie tłumu 

błyskiem się zakończy. 

Niech zagra naiwnie 

Beatlesów melodia. 

Z wyniku światła 

chodzę w innych spodniach. 

Niech dźwięki Beatlesów 

otworzą nam oczy. 

Psychodelicznej, jaśniejącej nocy. 

Za ręce złapani 

i nowi od nowa. 

Już nie ma powrotu, 

świecąca ma głowa. 




Komentarze

Popularne posty